Holendersko-islandzki duet ze Stamford Bridge - Chelsea24News
Holendersko-islandzki duet ze Stamford Bridge
Holendersko-islandzki duet ze Stamford Bridge

Holendersko-islandzki duet ze Stamford Bridge

Z pewnością każdy sympatyk futbolu ma w pamięci niesamowite duety snajperskie, które w przeszłości wzbudzały w nas wszystkich ogromną fascynację i wyjątkowe emocje. Możemy w tym momencie przywołać z miejsca fenomenalne liczby wykręcone w erze Premier League dzięki fantastycznej współpracy przez graczy takich jak Alan Shearer i Chris Sutton czy Andy Cole oraz Dwight Yorke. Najświeższym przykładem sprzed kilku lat może być także duet z czerwonej części Merseyside, a więc Luis Suarez i Daniel Sturridge. Faktem staje się również to, iż z biegiem lat futbol cały czas się zmienia, a na wielkiej scenie piłkarskiej pojawiają się kolejne nowoczesne koncepcje menedżerów. Ustawienie na szpicy dwójki napastników jest coraz to rzadszym widokiem, aniżeli miało to miejsce jeszcze kilkanaście lat temu. W ostatnich latach ekscytację w kibicach piłki nożnej na całym świecie wzbudzały znacznie częściej atakujące ‚trio’ i nie trzeba sięgać głęboko pamięcią, aby przywołać taką formację ofensywną, jaka jeszcze do niedawna funkcjonowała w jednym z hiszpańskich gigantów. Mowa w tym miejscu rzecz jasna o słynnym MSN składającego się z Lionela Messiego, Luisa Suareza oraz Neymara. Nie można również pominąć zabójczego ofensywnego trio utworzonego przez Jurgena Kloppa, które w minionym sezonie sięgnęło po upragnione Mistrzostwo Anglii – nieziemskie statystyki wykręcone przez Sadio Mane, Mohameda Salaha i Roberta Firmino w znacznym stopniu przyczyniły się do powrotu tytułu na Anfield.

Jednym ze szczególnie wyjątkowych duetów w erze Premier League była linia frontu zbudowana na Stamford Bridge przez Jimmy’ego Floyda Hasselbainka oraz Eidura Gudjohnsena. Być może nie są to pierwsi gracze, którzy przychodzą na myśl większości kibiców Chelsea wspominających najwybitniejszych graczy klubu na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, ale z pewnością zasługuję oni na poświęcenie im chwili uwagi.

Latem 2000 roku Gianlucca Vialli pełniący wówczas rolę menedżera w klubie ze stolicy Anglii, zadzwonił do Gudjohnsena spodziewając się ogromnej rywalizacji ze strony konkurencji o usługi napastnika Boltonu. Nie spodziewał się jednak, iż Islandczyk od dawna jest jego ogromnym fanem – ‚Nie wiedział, że zagrał w finale Pucharu Europy przeciwko mojemu tacie’ – wspomina Eidar. ‚Vialli grał dla Sampodrii, natomiast mój ojciec grał w Anderlechcie. Zamienili się koszulkami, ponieważ poprosiłem mojego tatę, aby przyniósł mi koszulkę Vialliego. Tak więc nie trzeba było wiele, aby mnie przekonać.’ Wszystko mogło potoczyć się jednak zupełnie inaczej. Gudjohnsen był przekonany, iż trafi do Liverpoolu po tym jak Gerard Houllier okazał duże zainteresowanie jego umiejętnościami i był obecny na wielu spotkaniach Boltonu. To właśnie zespół z Merseyside był pierwszym wyborem dla napastnika, zanim do gry wkroczyła Chelsea z Lucą na czele.

Eidar był zawodnikiem technicznym, który prezentował się bardziej jako gracz z numerem ’10’ aniżeli jako napastnik kompletny. Miał niesamowitą orientację oraz oczy dookoła głowy, potrafił momentalnie dostrzec swoich partnerów, jak i również znaleźć odpowiedni moment, aby ruszyć w pojedynkę na bramkę rywala.  Jimmy Floyd Hasselbaink wyróżniał się natomiast swoją ogromną siłą i był w stanie rywalizować z najpotężniejszymi stoperami na świecie. Holender w dzieciństwie miał złamaną prawą nogę po nieszczęśliwym wypadku z udziałem motoroweru, a kiedy zaczniemy wspominać jego postawę na boisku, możemy się zastanawiać czy ten facet naprawdę nie jest zbudowany ze stali. Jimmy był bardzo pewny pod bramką rywala i wzbudzał ogromny strach w wielu bramkarzach na boiskach Premier League.

Eidur Gudjohnsen: Forget Messi, Zola and Henry — I loved playing with Hasselbaink more – The Sun

Niewiele osób spodziewało się tak owocnej współpracy między tymi zawodnikami, kiedy Chelsea dokonywała ruchów transferowych latem 2000 roku. Dla Hasselbainka był to powrót na angielskie boiska po przygodzie w hiszpańskim Atletico Madryt, a wcześniejsze zdobyte doświadczenie podczas pobytu w Leeds United, gdzie zdobył 34 bramki w 71 meczach miało utwierdzić w przekonaniu fanów The Blues, iż jest to słuszny i przemyślany zakup. Pomimo imponujących liczb na boiskach La Liga, pobyt holenderskiego snajpera w ekipie Los Rojiblancos trwał zaledwie jeden sezon, gdyż Atletico w ostateczności zaliczyło spadek do Segunda Division wraz z Realem Betis i Sevillą. Postać Gianlucci Vialli’ego była również kluczowa w transferze Holendra z którym Luca skontaktował się telefonicznie, kiedy drużyna Atletico Madryt wsiadała do autobusu zmierzającego na finał Copa del Rey. Napastnik miał przenieść się do Chelsea już rok wcześniej, ale Leeds United zablokował transfer, ponieważ nie mieli oni zamiaru oddawać swojej gwiazdy do innego angielskiego zespołu.

Sprowadzając Jimmy’ego do stolicy Wielkiej Brytanii, władze Chelsea były przekonane, że wydane 15 milionów funtów na zawodnika zwrócą się natychmiastowo w postaci bramek. Gudjohnsen sprowadzony jako partner do linii frontu dla Hasselbainka, kosztował klub zaledwie 5 milionów funtów. Islandczyk posiadał również w swoim CV doświadczenie w grze w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii nabyte podczas dwuletniej przygody w Bolton Wanderers. W klubie istniało przekonanie, że Eidar być może nie był wybitnym napastnikiem, jednak jego umiejętności techniczne będą perfekcyjnym uzupełnieniem dla instynktu strzeleckiego Hasselbainka. Nie jest tajemnicą, iż Gianluca Vialli odegrał znaczną rolę w transferze obu tych zawodników, ale prawdziwym zaskoczeniem okazało się dla nich zwolnienie Włocha zaledwie trzy miesiące po wystartowaniu nowej kampanii Premier League.

Tym razem to Gudjohnsen wykręcił w telefonie numer do Hasselbainka, aby upewnić się czy informacje o zwolnieniu włoskiego menedżera są prawdziwe. ‚Nie mogliśmy w to uwierzyć. Dopiero co się zjawiliśmy. Z Jimmy’m wyglądało to inaczej, ponieważ przybył jako główny napastnik. Ja byłem pewnego rodzaju dodatkiem.’ Holenderski napastnik dołączył do klubu za rekordową kwotę, więc oczywiste było, iż będzie stanowił kluczową rolę na żądle w jedenastce Chelsea. Islandczyk był jednak zawodnikiem z niewielkim doświadczeniem i stanął przed ogromnym wyzwaniem, aby przekonać do siebie nowego szefa, którym został Claudio Ranieri.

W swoim pierwszym sezonie podczas pobytu na Stamford Bridge, Gudjohnsen pełnił zaledwie rolę zmiennika, który musiał walczyć na każdym treningu o swoją szansę. Rywalizować musiał natomiast z legendarnym Gianfranco Zolą, który był prawdziwym magikiem, ale to właśnie z Islandczykiem u swego boku Hasselbaink czuł się zdecydowanie pewniej. Przygotowania zespołu do sezonu 2001-02 wytworzyły sporo szumu wobec zespołu zarządzanego przez Claudio Ranieriego. Włoch był przekonany, iż nadszedł czas na to, aby zacząć wprowadzać młodszych graczy. Dowodem wejścia w życie nowej koncepcji menedżera Chelsea było podpisanie umowy z 22-letnim Frankiem Lampardem, który przybył na Stamford Bridge jako bezpośredni zastępca starzejącego się Gusa Poyeta.

Tak jak miało to miejsce podczas poprzedniej kampanii, Gudjohnsen rozpoczął nowy sezon na ławce rezerwowych a partnerem Hasselbainka w ofensywie Chelsea był w dalszym ciągu Gianfranco Zola. Duet otrzymał swoją upragnioną szansę 23 września, kiedy na Stamford Bridge zjawił się zespół Middlesbrough. Islandczyk zaliczył wówczas asystę w kierunku Holendra i był to przełomowy moment w partnerstwie tych zawodników. Jimmy Floyd Hasselbaink zakończył ostatecznie sezon 2001-02 z 23. trafieniami na swoim koncie, natomiast Gudjohnsen ustrzelił 14. bramek oraz dorzucił do swojego dorobku sześć asyst. Hasselbaink po latach świetnie wspomina współpracę z Eidurem i potwierdza, że to właśnie on był jego ulubionym partnerem w linii ataku.

Jimmy Floyd Hasselbaink explains why Claudio Ranieri never won the Premier League at Chelsea - football.london

Sezon 2002-03 kojarzy się fanom Chelsea z szalonym finiszem rozgrywek ligowych i niesamowicie emocjonującym starciem przeciwko Liverpoolowi na Stamford Bridge podczas ostatniej kolejki Premier League o prawo do gry w Lidze Mistrzów. Gracze obawiali się wówczas, iż strata punktów w starciu z The Reds będzie oznaczać to, iż wielu piłkarzy pożegna się z klubem podczas letniego okienka transferowego. Ostatecznie Chelsea zapewniła sobie miejsce w rozgrywkach Champions League po zwycięstwie nad zespołem Gerarda Houllier, a wkrótce stery w klubie przejął Roman Abramowicz, który z miejsca obrał sobie za cel tytuł Mistrza Anglii. Duet Holendra i Islandczyka odegrał w tym sezonie kluczową rolę w awansie do tych prestiżowych rozgrywek i ostatecznym zakupie klubu przez Rosyjskiego przedsiębiorcę. Przed startem sezonu 2003-04 Claudio Ranieri zapowiedział Hasselbainkowi oraz Gudjohnsenowi, iż zamierza sprowadzić do klubu kolejnych dwóch napastników. Obaj zawodnicy byli jednak pewni swego miejsca w składzie i z miejsca zakładali zwycięstwo w rywalizacji o wyjściową jedenastkę. Włoch sprowadził do swoich szeregów Hernana Crespo, który miał problemy z adaptacją na angielskich boiskach oraz Adriana Mutu, który dokonywał mnóstwo złych wyborów poza murawą. Niektóre decyzje podjęte przez Ranieriego okazały się być błędne, a jedyną deską ratunku dla jego przygody na ławce trenerskiej na Stamford Bridge było zdobycie z klubem Mistrzostwa Anglii – tak się jednak nie stało. Włoch po sezonie musiał spakować swoją walizkę i opuścić Londyn, a w jego miejsce zjawił się słynny Portugalczyk.

Podczas letniego wypoczynku przed startem przygotowań do nowego sezonu, Gudjohnsen będąc w Islandii otrzymał telefon od Jose Mourinho – ‚Z tej strony twój nowy menedżer. Żadnych wątpliwości że będziesz tu w przyszłym roku, mogę Ci już teraz to powiedzieć, że będziesz w Chelsea w przyszłym roku. Będziesz grać. Potrzebuję Cię jednak w najlepszej formie.’ Jimmy Flody Hasselbaink otrzymał natomiast zupełnie inny telefon, od dyrektora wykonawczego klubu Petera Kenyona – ‚Tak to właśnie jest w piłce nożnej. Kiedy klub Cię chce, menedżer dzwoni do Ciebie, a kiedy klub Cię nie chce, dzwoni do Ciebie dyrektor wykonawczy.’

Na Stamford Bridge pojawił się Didier Drogba oraz Mateja Kezman, a holenderski napastnik opuścił Chelsea bez żadnego poważnego trofeum (pomijając Tarczę Wspólnoty zdobytą w 2000 roku). Jak sam również wspomina po latach, nigdy nie rozmawiał z Jose i nie miał okazji go nawet poznać. Dla Gudjohnsena wszystko potoczyło się zupełnie inaczej i przed przejściem do Barcelony w 2006 roku zdołał sięgnąć z klubem po dwa Mistrzostwa Anglii. Islandczyk wracając pamięcią do współpracy z ‚The Special One’ nie ma wątpliwości, że to właśnie Mourinho miał największy wpływ na rozwój jego kariery. Jedyna rzeczą jakiej jednak żałuje jest to, że nigdy nie sięgnął z Jimmym po trofeum za czasów ich wspaniałego duetu na Stamford Bridge.

Od czasu zakończenia współpracy między tymi zawodnikami, Chelsea dość często borykała się z problemami, aby znaleźć odpowiednich snajperów do swojego zespołu. Przypadki takie jak Mateja Kezman, Claudio Pizzaro czy Adrian Mutu są to na to idealnym przykładem. Możemy dorzucić tutaj również kolejne transferowe niewypały takie jak Andriy Shevchenko, Fernando Torres lub Alvaro Morata, którzy pomimo wszelkich starań nigdy nie spełnili pokładanych w nich nadziei w barwach The Blues. Wielu kibiców Chelsea, którzy zaczęli wspierać klub na przestrzeni ostatnich kilku lat może nie zdawać sobie sprawy z tego, jak dużą rolę w historii klubu odegrał duet Hasselbaink & Gudjohnsen. Warto jednak wrócić pamiecią do tamtych lat i zobaczyć ich wpływ na rezultaty zespołu oraz docenić świetną współpracę miedzy nimi.

Tekst oparty na artykule These Football Times oraz Sky Sports.

O autorze

Related posts

Korzystanie z portalu jest całkowicie darmowe, wobec czego prosimy o to, abyś wyłączył program blokujący reklamy.

Strona dzięki czemu może się utrzymywać, a my możemy tworzyć ten portal i rozwijać się jako społeczność!

X
Chelsea24News

FREE
VIEW