Ferrari z karbonu czy może z kartonu? - Chelsea24News
Ferrari z karbonu czy może z kartonu?
Ferrari z karbonu czy może z kartonu?

Ferrari z karbonu czy może z kartonu?

Nowy sezon już się zaczął, więc trzeba popatrzeć co mamy do zaprezentowania. Głośno jest o naszych celach na sezon i trzeba przyznać, że po poprzednim sezonie z niedoświadczonymi młodzikami, a mimo to zakończonym w dobrym stylu, to teraz po solidnych transferach apetyt kibiców i na pewno też władz klubu jest dużo większy. Pytanie brzmi czy jest kim dojechać na tą metę w czołówce?

O nasz atak to chyba nikt się nie martwi, już w poprzednim sezonie widzieliśmy fajną składną grę, a teraz wraz z nowymi zawodnikami porządnej klasy i ich doświadczeniem spodziewam się przedstawienia na miarę Broadway’u. W środku będzie biegać turbo sprawna maszyna i o jej trybiki jestem spokojny. Z tyłu natomiast… Tak, serce mi staje na myśl co się może dziać. To właśnie obronie chcę poświęcić trochę więcej czasu.

Mamy teraz piątkę środkowych obrońców i każdy z nich jest… jakiś. Nie są anonimowi, ale nie zawsze to coś dobrego. Nikt nie chce, aby przemiłe panie z dziekanatu kojarzyły go dlatego, bo co chwila przynosi kolejne dokumenty nie w terminie, czy dlatego, bo zalega z jakimiś opłatami. Wszyscy wolą być pamiętani za ich dobre osiągnięcia. Tak również jest z naszymi dyletantami z obrony.

Na pierwszy ogień przychodzi najmłodszy z naszych asów, Fikayo Tomori. Anglik poprzedni sezon zaczął dużo lepiej niż każdy się tego po nim spodziewał. Widzieliśmy w nim przyszłego profesora defensywy. Myślał na boisku, co jak wiemy nie jest powszechne wśród naszych stoperów. Wyprowadzał, bawił się przeciwnikami. Wyglądał jak zawodnik z kilkoma pełnymi sezonami na najwyższym szczeblu rozgrywek, a nie jak młodzik, który właśnie debiutuje w składzie. Coś się później wydarzyło. Kilka błędów zamieniło się w prześladowanie Fikayo. Przestał grać tak pewnie. Lampard na początku jeszcze dawał mu szanse, pokazywał mu zaufanie mimo zjazdu formy, ale z biegiem czasu nawet i on nie miał już siły do niego. Stał się bardzo niepewny, niestabilny, sam sobie nie ufał. Niestety, ale taka jest cena młodości na boisku, szalone wahania formy, czasem będą go wychwalać w niebiosa, a następnego dnia będzie z błotem mieszany. Dzisiaj Fikayo ma czystą kartę. Nowy sezon to nowe rozdanie. Jest rok starszy, bardziej doświadczony, bo jeden sezon na najwyższym poziomie w Anglii zaliczył, więc teraz wymagam twardego stempla od Tomoriego na pierwszym składzie. Oczywiście nie będzie grał sam.

Przy temacie Fikayo warto przejść do kogoś kogo widzę jako jego kompana z bloku defensywy, profesora z Paryża, Thiago Silvy. 35-letni Brazylijczyk przychodzi do Chelsea jako remedium na nasze problemy w obronie. Czy będzie? Ciężko powiedzieć. Z jednej strony Thiago ma już swoje lata i motorycznie już nie zawsze dojedzie na spotkanie, a z drugiej strony tak jak powiedział Tomasz Frankowski „Lepiej mądrze stać, niż głupio biegać”. Zamiast martwić się o jego gotowość motoryczną, lepiej założyć, że poleganie na doświadczeniu wystarczy mu do poukładania tych boiskowych puzzli. Specjalnie go umieściłem w tym miejscu opowieści o obrońcach, bo to właśnie tych dwóch pierwszych najbardziej bym razem widział. Thiago jest twardym zawodnikiem, nie waha się przy podejmowaniu decyzji, ma odpowiednie doświadczenie by być kimś, kogo biedny Fikayo najbardziej potrzebuje, mentorem. Wyobrażenie zwinnego, szybkiego i myślącego Anglika z doświadczonym, decyzyjnym i równie myślącym Brazylijczykiem sprawia, że micha sama się cieszy. No to ma szanse zadziałać. BA! To będzie działać, tylko dajmy im odpowiedni kredyt zaufania. Ja im daję, bo widziałem w zeszłym sezonie, że tym brakującym elementem z tyłu było właśnie doświadczenia w byciu liderem, w dowodzeniu na boisku, w byciu właśnie kimś takim jak Thiago. Nie mówię, że będą zawsze razem grali, bo Flip i Flap, wraz z tym trzecim też mają coś do zaoferowania.

Przechodzą to tych trzech pseudo muszkieterów, pierwszy z brzegu będzie najroślejszy z całej piątki, potężny Kurt Zouma! Brzmi jak zapowiedź zawodnika MMA, co poniekąd jest zgodne z prawdą. Pamiętam czasy przed tą okropną kontuzją Francuza, jaka z niego była bestia boiskowa. Żadnego odstawiania nogi, pewność rodem z zakonu rycerskiego, odwaga i decyzyjność godna podziwu. Potem coś się popsuło. Kurcić nigdy nie wrócił do tej idealnej swojej dyspozycji, mimo, że parę lat już minęło. Teraz wyróżnia się siłą, energią, zwrotnością, ogólnie warunkami fizycznymi, ale brak już mu tej boiskowej gracji, która kiedyś cieszyła oko. Po ostatni sezonie można śmiało stwierdzić, że jak dla mnie jest trzeci w kolejce do grania. Przy Fikayo potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność dowodzenia, choć nie jest w tym cudowny. Potrafi się cofnąć na typową dwójkę grając z Rudigerem. Jest bardzo elastyczny, co sprawia, że idealne uzupełniłby 18 meczową, czy wchodził od początku w pucharach. Nie widzę go jako całkowicie podstawowego zawodnika, choć może przy treningach z Thiago to i on udowodni mi, że się mylę. Życzę mu i całej Chelsea, że pozamykał wszystkich krytyków.

Teraz duet Flip i Flap, Andreas Christensen, oraz Antonio Rüdiger, nimi zajmę się w pakiecie. Nasz zestaw A-A to największa mieszanka wybuchowa jaką widziałem w całej mojej 16-letniej karierze kibica Chelsea. Nigdy nie widziałem tak elektrycznego połączenia w obronie. Niemiec gdy wstanie prawą nogą z łóżka to potrafi zagrać jak prawdziwy szef, ale mam wrażenie, że ktoś mu zrobił przeszczep kończyny i co jakiś czas, bardzo rzadki notabene, oddawał mu tą prawą, bo tak normalnie to na dwóch lewych pomyka Antonio. Z Andreasem sytuacja jest podobna, mecze cudowne (mówiąc cudowne mam na myśli po prostu okej mecz, ale w jego wykonaniu to już jest stadium cudowności) przeplata z meczami słabymi, a gdzieniegdzie wciska te tragiczne. Jedyna przewaga Duńczyka nad Niemcem to wiek, 3 lata różnicy, a porównywalny czas w najwyższej klasie rozgrywkowej sprawiają, że w Duńczyka jeszcze chce mi się wierzyć, że nadejdzie ten magiczny czas, że wróci Christensen sprzed tragicznego błędu z Barceloną, a w Rudigera już nawet nie chce mi się wierzyć. Nie widzę go w zespole zajmującego ważnej funkcji na boisku, nie widzę go jako hardego zawodnika, chcę go zobaczyć na liście transferowej. Dla Andreasa jest nadziej i nazywa się Thiago, dla Antonio nie ma. Przykro mi to stwierdzać, ale kiedyś mój ulubieniec, a aktualnie to pierwsze nazwisko, którego bym się pozbył jeśli miałbym decydujący głos.

Myśląc o środkowych obrońcach aż ciśnie mi się na język by powiedzieć o naszym kapitanie, César Azpilicueta. Coraz bardziej popularne staje się myślenie o nim jako o środkowym obrońcy. Przy nowym nabytku na lewą obronę, oraz pięknym Reece James’e to może właśnie na środku Cesar by się najlepiej sprawdził. Ma warunki, jest motoryczny, choć nie aż tak jak kiedyś, i granie bocznego obrońcy zacznie sprawiać mu coraz większy problem. Jest hardy, decyzyjny, odważny. Dodatkowo jego metryczka mówi, że wiosen ma mniej niż nowy w zespole Brazylijczyk co sprawia, ze jeszcze trochę w piłkę może pograć. Nie wiem jak bardzo to realny plan, ale jakbym miał obstawiać to dałbym 60 na 40, że w środku obrony zagra. Lampard nie chciałby wstrzymywać rozwoju świetnie zapowiadającego się Reece, a mimo to, Azpi jest kapitanem i jedynym, który potrafiłby wziąć w obecnym zespole taką odpowiedzialność na siebie. Jest głosem Lamparda na boisku i jest tam potrzebny. Widziałbym jego duety z Zoumą czy Fikayo, a nawet i z Andreasem. Ma to rację bytu i szansę zadziałać. Jestem tylko ciekaw czy Lamps myśli o nim podobnie.

Na zamknięcie powiem tylko tyle, że jak pewnie większość z kibiców, dawno mnie tak nie cieszyła myśl na oglądanie Chelsea, dawno tak nie jarało mnie okno transferowe, dawno nie byłem tak dumny ze stylu. Chciałbym tylko do tej listy „dawno…” dopisać, jakiś fragmencik pozytywny o obronie, bo póki co to zostaje „dawno tak się nie bałem o nich”… Życzę im i sobie, abym się mylił co do nich, aby to jaki stres mnie nachodzi jak tylko widzę piłkę lecącą w ich stronę to było moje niepotrzebne panikowanie. Życzę im, aby wszystkim nam, krytykom tej jakże wyjątkowej formacji pozamykali otwory służące do jedzenia!

MATEUSZ GUTOWSKI

O autorze

Michal Malolepszy

Jestem niepoprawnym marzycielem, uwielbiam być kreatywny. Lubię lubić. Czym interesuję się poza piłką? Kocham pochłaniać kulturę - książka, film czy nawet muzyka.

Related posts

Korzystanie z portalu jest całkowicie darmowe, wobec czego prosimy o to, abyś wyłączył program blokujący reklamy.

Strona dzięki czemu może się utrzymywać, a my możemy tworzyć ten portal i rozwijać się jako społeczność!

X
Chelsea24News

FREE
VIEW