Dlaczego nie wierzę już w Timo Wernera? - Chelsea24News
Dlaczego nie wierzę już w Timo Wernera?
Dlaczego nie wierzę już w Timo Wernera?

Dlaczego nie wierzę już w Timo Wernera?

Są tacy piłkarze, którzy z początku wzbudzają podziw i szacunek, jednak z czasem to opada i powoli zatraca się na rzecz niechęci. Timo Werner jest dla mnie przykładem takiego zawodnika – początkowo pomimo braku bramek imponował mi tym, jak bardzo pracuje dla drużyny. 

Ostatnie mecze sprawiły, że nie wierzę już w Timo Wernera i nie uwierzę, że osiągnie sukces w Chelsea.

Niemiec nie pasuje do stylu gry preferowanego przez Chelsea 

Ponad pół roku to wystarczający okres, aby sprawdzić, czy dany piłkarz będzie wykazywał potencjał ku temu, aby dostosować się jakkolwiek do założeń gry w nowym klubie – zwłaszcza piłkarz w miarę ukształtowany, jak 25-letni Niemiec. Nie mówię tutaj o aklimatyzacji, mówię jedynie o tym, czy widać szansę na to, że Werner bazujący na grze z kontry, da sobie radę w innych warunkach. Niestety nie daje i nie ma żadnych powodów, aby wierzyć, że za jakiś czas będzie inaczej.

Niemiec zupełnie nie radzi sobie w roli dziewiątki, jest tam z łatwością przestawiany przez obrońców, nie potrafi grać tyłem do bramki, a gdy otrzymuje podanie i trzeba przytrzymać piłkę nieco dłużej, w oczekiwaniu na partnerów – przeszkadzają mu braki techniczne. Piłka często mu odskakuje.

Werner nigdy nie był i zapewne już nigdy nie będzie dziewiątką. Brakuje mu atutów, które posiadają zawodnicy jego postury, grający na jego pozycji. Sama szybkość to nie wszystko, gdy brakuje odpowiednich ruchów, gdy brakuje uciekania obrońcom w odpowiednim momencie. Werner musi operować na sporych przestrzeniach, co jeszcze bardziej było ułatwione w Bundeslidze, gdyż tam miejsca i czasu jest wiele więcej. Niemiec wielokrotnie mówił o tym, jak bardzo zaskoczyło go to, że obrońcy w Premier League są więksi, szybsi i silniejszy. Chodziło oczywiście o to, że nawet w momentach kontr (nielicznych), stoperzy szybciej do niego doskakiwali.

O ile jeszcze za kadencji Lamparda, Chelsea była bardzo elastyczna jeżeli chodzi o podejście do gry (nie mieliśmy jednego konkretnego stylu), tak Tuchel stawia bardzo mocno na posiadanie piłki i operowanie futbolówką, kiedy jest to tylko możliwe. To sprawia, że szansa na kontry jest jeszcze mniejsza, a rywale oczekują w swojej szesnastce na to, co stworzy zespół The Blues. Co musi więc posiadać gracz ofensywny przy takim stylu? Technikę, umiejętność gry na małej przestrzeni, drybling oraz inteligencję boiskową. Czy coś z tego posiada Werner? No właśnie!

Niemiec jest graczem, dla którego wymarzoną grą jest możliwość ścigania się z ostatnim obrońcą, aby móc go wyprzedzić i wpaść w pole karne na pełnej szybkości. Jest to jednak niemożliwe przy obecnym stylu gry, gdyż rywale The Blues posiadają piłkę przez około 30-35 procent czasu gry, a co za tym idzie, myślą głównie o tym, jak się bronić, a wolna i koronkowa gra The Blues, wciska ich jeszcze bardziej w pole karne. Nie ma miejsca na to, aby rzucić piłkę za plecy obrońców, gdyż ta wówczas wylądowałaby już za bramką, a to nie hokej.

Thomas Tuchel po przyjściu do Chelsea mówił o tym, że doskonale wie o tym, że Werner nie jest dziewiątką. Stworzył więc system, który miał pomóc napastnikowi – ten mógł się skupić na grze za plecami docelowej dziewiątki, ale być wystarczająco wąsko, by stwarzać zagrożenie. To nic jednak nie dało – Werner nadal nie strzela, Werner nadal nie stwarza zagrożenia, Werner nadal nie błyszczy. A to wszystko przez to, że sam system nie wystarczy, jeżeli nie pojawi się przestrzeń dla Wernera.

Niemiec się poddał 

Zawód piłkarza to bardzo ciężki kawałek chleba – nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak wielka to presja, oczekiwania i stres. Zwłaszcza, kiedy przestajesz być uwielbiany przez fanów, a zaczynasz zawodzić. Każdy z graczy, występujących na najwyższym poziomie przeżył taki moment, kiedy nie szło. Najlepsi napastnicy przestawali zdobywać bramki, obrońcy nie potrafili zatrzymywać snajperów, a bramkarze nie łapali prostych piłek.

Zawodnicy dzielą się jednak na takich, którzy to zniosą, przejdą przez ten moment i będą jeszcze lepsi, oraz na takich, którzy się poddadzą i ich występy będą samonapędzającą się spiralą niepowodzeń, aż do momentu zmiany klubu. Wydaje mi się, że tutaj jesteśmy świadkami tego drugiego.

Timo Werner po przybyciu do klubu imponował pracowitością, tym jak dużo biegał, tym jak bardzo harował dla drużyny i wówczas nawet liche liczby można było bronić tym, że to tylko kwestia czasu, aż zacznie zdobywać bramki. Teraz jednak jesteśmy w wiele późniejszym okresie sezonu i to wszystko znikło.

Werner nie pracuje już choćby w połowie tak mocno jak na początku, nie wygrywa nawet pojedynków biegowych – we wczorajszym meczu byliśmy świadkami sytuacji, gdzie Ivanović (już w momencie odejścia z Chelsea odstawał motorycznie od większości napastników ligi), dogonił Wernera w wyścigu, gdzie powinien być odstawiony bardzo mocno. Oczywiście, można to zwalać na to, że Werner miał problemy z opanowaniem piłki (braki w technice), przez co nie mógł rozpędzić się na sto procent. Ja jednak widziałem całkowicie przestraszonego gościa, który nie potrafił nawet wykorzystać swojego największego atutu. Werner z początku sezonu uciekłby Serbowi i uderzył na bramkę (nie wiem z jakim skutkiem), teraz nie potrafił tego zrobić. Z czego to wynika? Moim zdaniem problemy Wernera to głównie głowa.

Kiedy zawodził Alvaro Morata, bardzo często porównywano go do Fernando Torresa. Teraz to Niemiec jest porównywany do El Nino. Nie potrafię zgodzić się z tymi porównaniami.

W przypadku Torresa najbardziej zawodziło ciało, a nie psychika. Torres był zawodnikiem, który przechodził w karierze poważne urazy i to one sprawiły, że nie potrafił grać na takim poziomie, na jakim grał w Liverpoolu. Torres był jednak przykładem zawodnika, który mimo niepowodzeń próbował nadal. Hiszpan starał się nawet zmieniać swój styl gry, aby dostosować go, do obecnych możliwości swojego ciała. Przestał być piłkarzem szukającym wyścigów z obrońcami, stał się napastnikiem grającym tyłem do bramki, wiele więcej pracował dla drużyny. Co więcej – wbrew pozorom Torres nigdy nie marnował tak wiele sytuacji co Werner czy Morata. On po prostu do nich rzadziej dochodził, przez swoje braki fizyczne. Nie potrafił już bowiem wyprzedzać stoperów w ostatnim momencie, gdyż nie był tak szybki jak wcześniej.

Przez cały pobyt w Chelsea, Torres zmarnował w Premier League 32 ‚big chances’. Co daje średnio 8 na sezon. Morata przez dwa sezony zmarnował 28. Werner ma już ich 16.

Timo Werner jak i Alvaro Morata nie byli zawodnikami po groźnych urazach, nie mieli rozwalonych kolan, nie stracili swoich największych autów przez urazy. Pokonała ich psychika, poddali się, nie potrafili wygrać w walce z presją oraz oczekiwaniami. Sam Alvaro Morata mówił o tym, że był bliski depresji grając dla Chelsea. Wydaje mi się, że z Timo Wernerem jestem podobnie.

Fakt, że Werner nie wygrywa już tylu pojedynków co wcześniej, to że jest wolniejszy niż wcześniej, to że nie dochodzi już do tylu sytuacji, nie oddaje tylu strzałów, nie podejmuj prób, wynika jedynie z tego, że nie radzi sobie z presją. Co więcej – chciałbym, aby Werner pod tym względem był jak Fernando Torres, którego kariera w Chelsea była jednym wielkim upadkiem sportowym, jednak ostatnim, co można było mu zarzucić to, że kiedykolwiek się poddał. Hiszpan ciągle próbował, nawet po słynnym pudle z Manchesterem United, rozegrał mecz ze Swansea, gdzie zdobył bramkę, a potem przez zobaczył czerwo, jednak to także wynikało z tego, że za bardzo chciał.

Pobyt Fernando Torresa w Chelsea to przykład na to, jak bardzo można być niezłomnym, kiedy nie idzie. Jak wiele może się nie udać, bez utraty wiary w siebie. Przykład tego, że należy próbować, nawet gdy sytuacja wydaje się bez wyjścia. Alvaro Morata i wydaje się, że Timo Werner poszli w drugim kierunku. Po obiecującym początku obaj przepadli, gdy pojawił się pierwszy trudniejszy moment. Morata już nigdy się nie podniósł i musiał odejść, Werner podąża jego drogą.

Liczby Niemca nie są takie obiecujące

Mamy kwiecień, a Timo Werner zdobył 5 goli w Premier League, grając niemal wszystko, od deski do deski. Pięć bramek w trzydziestej kolejce to powód do wstydu, patrząc na to, jak dużo spotkań rozegrał Niemiec w tym sezonie. Jak wypadają na tym tle jego ‚konkurenci’?

Oto liczby tych trzech piłkarzy po rozegraniu 29 kolejek ligowych:

Werner – 29 meczów, 5 bramek
Torres – 29 meczów, 3 bramki
Morata – 29 meczów, 11 bramek

Werner – 11 punktów w kanadyjce, gol/asysta średnio co 194 minuty
Torres – 8 punktów w kanadyjce, gol/asysta średnio co 209 minut
Morata – 17 punktów w kanadyjce, gol/asysta średnio co 122 minuty

Ciekawostka – Morata miał nawet tyle samo asyst co Werner, więc z góry można odrzucić argument, że ten woli podawać niż strzelać.

Werner, podobnie jak Morata, ‚walczy’ również o niechlubne miano najczęściej pudłującego zawodnika w lidze. Na ten moment ma już 16 zmarnowanych ‚big chances’, a przed nim jedynie Patrick Bamford. Anglik jednak ma już na koncie kilkanaście ligowych bramek. Morata w sezonie 2017/18 skończył z liczbą 17 zmarnowanych sytuacji.

A jak wygląda Werner na tle innych rywali w lidze? Porównywalną liczbę goli do niego (jedną mniej), mają chociażby John Stones, Lewis Dunk czy Kurt Zouma. Co więcej – żaden z nich nie rozegrał tylu minut w lidze co Niemiec. Zawstydzająca statystyka? To nie wszystko!

Więcej bramek mają tacy zawodnicy jak Gundogan, Soucek, Wood, McGoldrick, Cavani czy Tielemans. Niektórzy z nich także grali mniej niż Werner. Przeliczmy to więc na minuty.

Timo Werner – Ligowa bramka średnio co 428 minut.
Barkley – 391
Almiron – 416
Welbeck – 302
Stones – 405
Zouma – 405
Bertrand Troare – 308
Nicolas Pepe – 229
McGoldrick – 286

Przykłady można mnożyć – to pokazuje jak bardzo słaby liczbowo jest Werner.

Asysty? Proszę bardzo! Tyle samo mają Digne czy Cresswell. Jedną mniej mają Klich, Shaw czy Willian. I ponownie – są to głównie piłkarze, którzy grali mniej niż Werner.

Timo Werner – Ligowa asysta średnio co 356 minut.
Cresswell – 373
Digne – 297
Gross – 283
Callum Wilson – 363
Shaw – 405
Klich – 423 minuty
Willian – 240
Albrighton – 329
Mitrovic – 370

Podobnie jak w przypadku bramek – wybierałem tylko mniej oczywiste przykłady, ponieważ naturalnym jest, że piłkarze będący wiele wyżej w obu klasyfikacjach, będą mieć także lepsze liczby w przeliczeniu na rozegrane minuty.

A jak to wygląda w samej Chelsea?

Timo Werner – Ligowy gol co 428 minut
Mount – 379
Abraham – 170
Giroud – 177
Zouma – 405
Jorginho – 252
Hudson-Odoi – 451
Pulisic – 562

Timo Werner – Ligowa asysta co 356 minut
Chilwell – 440
Ziyech – 298
Hudson-Odoi – 451

Asysty nie są jednak najbardziej ‚obiektywną’ statystyką, wobec czego spójrzmy, jak wygląda klasyfikacja xA, która zakłada także niewykorzystane okazje przez partnerów.

xA w Premier League per 90 minut:

1. Ziyech – 0,29
2. Hudson-Odoi – 0,23
3. Mount – 0,22
4. Werner 0,18

W całej Premier League, Werner znajduje się aż na 53 lokacie pod tym względem.

A jak wygląda różnica między xG wykreowanym przez kolegów, w stosunku do zdobytych bramek w lidze? Też mamy obraz nędzy i rozpaczy! Nie ma bowiem w Premier League piłkarza, który strzelił tak mało, mając tak wiele wykreowanych szans. Wskaźnik xG Wernera w tym sezonie ligowym to 11,16, co oznacza, że według niego zdobył o 6 bramek ‚za mało’.

Werner – 6,16 xG różnicy
De Bruyne – 4,91
Firmino – 4,54
Antonio – 4,41
Vardy – 4
Martial – 3,41

Kluczowe podania? Bardzo proszę!

Timo Werner – 1,1 kluczowego podania w Premier League per 90 minut
Mount – 2,7
Ziyech – 2,7
Hudson-Odoi – 2,4
James – 1,6
Alonso – 1,4
Pulisic – 1,2
Havertz – 1,1
Azpilicueta – 1,1
Chilwell – 1,1
Kante – 1
Jorginho – 1
Kovacic – 0,9

Jak widać – w żadnej z tej klasyfikacji nie jest najlepszy, jeżeli przeliczymy to na liczbę rozegranych minut. Werner gra praktycznie najwięcej, jednak gdy zobaczymy, że jest jedynym ofensywnym piłkarzem, który gra regularnie (nie liczę Mounta), to okazuje się, że w żaden sposób nie wykorzystuje czasu, który otrzymuje na boisku. W Premier League tylko Mason Mount (on jednak grywał też w pomocy za Lamparda) oraz Edouard Mendy mają mniej ligowych minut niż Werner.

Okazuje się także, że nawet jeżeli chodzi o klasyfikację kanadyjską, nie jest najlepszy w przeliczeniu na czas spędzony na murawie.

Gole/asysty w Premier League per 90 minut:

1. Abraham – 0,62
2. Giroud – 0,51
3. Werner – 0,46

Jestem w stanie założyć się, że Olivier Giroud, otrzymując taką liczbę minut co Werner, zdobyłby sporo więcej bramek niż Niemiec. Abraham? On grając połowę czasu, który otrzymał Niemiec, ma więcej bramek!

Konkluzja 

Timo Werner nie odniesie sukcesu w Chelsea – to piłkarz, który nie uniósł ciężaru bycia podstawowym zawodnikiem takiego klubu jak The Blues. Jeżeli za rok o tej porze, Werner będzie strzelał jak na zawołanie, będziecie mogli mnie rozliczyć. Uważam jednak, że Niemiec wkroczył na ścieżkę wytyczoną przez Alvaro Moratę i kolejny sezon, będzie jego ostatnim w barwach Chelsea. A potem? Czekają go pewnie wypożyczenia do Niemiec, gdzie znowu będzie mógł strzelać więcej niż 5 ligowych bramek na sezon.

Czy Premier League to liga dla niego? Nie wiem, wiem jednak że Chelsea to nie klub dla niego. Aby Werner odniósł to sukces, musielibyśmy całkowicie zmienić styl gry, a dla jednego piłkarza, zwłaszcza tak niepewnego, jest to całkowicie pozbawione sensu. Werner nie udowodnił jeszcze, że poza Premier League potrafi być kimś więcej niż przeciętnym kopaczem, wobec czego to on musi dostosować się do warunków tu panujących.

Czy Chelsea popełnia błąd, sprowadzając go? Przed sezonem uważałem, że lepiej byłoby ściągnąć Jadona Sancho zamiast duetu Kai Havertz&Timo Werner. Nie mnie orzekać, kto miał rację. Nie zamierzam także pastwić się nad Chelsea za to, że ‚wykorzystała’ okazję i sprowadziła Wernera. Sam bowiem na początku łudziłem się, że Niemiec podąży drogą Salaha i będzie naprawdę świetnym bocznym napastnikiem, jednak przez ten czas wyszło zbyt wiele braków w technice i umiejętnościach piłkarza. A co najgorsze – wyszło to, że nie jest piłkarzem, który potrafi poradzić sobie z presją i niepowodzeniami. A to chyba nawet ważniejsze od samych umiejętności. Jestem bowiem zdania, że głowa to najważniejsza część ciała w piłce nożnej – wiele w kwestii umiejętności można nadrobić ciężką pracą, mentalnością oraz hartem ducha. Z drugiej strony, nawet największe umiejętności nie dadzą wiele, kiedy nie pokonasz demonów w swojej głowie.

Warto zapamiętać, że sporo tego tekstu, to tylko moja subiektywna opinia, więc nie musicie się z tym zgadzać – zachęcam więc do kulturalnej dyskusji.

O autorze

Michal Malolepszy

Jestem niepoprawnym marzycielem, uwielbiam być kreatywny. Lubię lubić. Czym interesuję się poza piłką? Kocham pochłaniać kulturę - książka, film czy nawet muzyka.

Related posts

Korzystanie z portalu jest całkowicie darmowe, wobec czego prosimy o to, abyś wyłączył program blokujący reklamy.

Strona dzięki czemu może się utrzymywać, a my możemy tworzyć ten portal i rozwijać się jako społeczność!

X
Chelsea24News

FREE
VIEW