Werner o finale Ligi Mistrzów, trudnościach w lockdownie i planach na przyszłość
Werner o finale Ligi Mistrzów, trudnościach w lockdownie i planach na przyszłość

Werner o finale Ligi Mistrzów, trudnościach w lockdownie i planach na przyszłość

Timo Werner może obecny sezon zaliczyć do średnio udanych. Zapytany o to, czy podszedłby do rzutu karnego podczas serii jedenastek w finale Ligi Mistrzów odpowiedział po chwili zastanowienia. 

– To dobre, ale i trudne pytanie. Myślę, że tak; że ostatecznie podszedłbym do wykonania jedenastki. Chyba gorsze jest nie podejście do rzutu karnego i mówienie: „Niczego się nie boję” – to zawodzi twoich kolegów z drużyny. Lepiej jest podejść i nawet nie strzelić, ale wziąć na siebie odpowiedzialność i spróbować.

– Jeżeli nie próbujesz, nigdy nie powrócisz do uczucia, które towarzyszy ci przy zdobywaniu bramki. Twoja pewność siebie również nie powróci. Mógłbym stwierdzić, że będę trzymał się z dala od bramki i przestanę próbować, a może w przyszłym roku zmienię barwy klubowe i zacznę wszystko od zera. Ale tak nie wygląda moja ambicja. Chcę być bardzo dobrym napastnikiem w każdym klubie, więc chcę być też takim tutaj, w Chelsea.

– Mam ambicję i mówię, że chcę zdobywać gole, chcę być w świetle bramki i szukać piłki, która może mi spaść pod nogę. Nigdy nie mówiłem, że boję się strzelać. Oczywiście, może czasami byłem przestraszony, ale miało to miejsce, kiedy, będąc z piłkę przy nodze, miałem właśnie oddać strzał. Ten strach mógł się pojawiać, bo byłem mało pewny siebie.

– Po przerwie reprezentacyjnej, miałem te 2, 3 mecze, w których nie wykorzystywałem wielu okazji. To zostało w mojej głowie, a moja pewność siebie przepadła. To był czas, kiedy przez ilość niewykorzystanych szans, moja głowa wariowała.

– Czasami kiedy przychodzisz do nowego zespołu, wiesz, że wszyscy mają co do ciebie duże oczekiwania, chcą, abyś strzelał dużo bramek. Może to było dla mojej psychiki za dużo – że muszę strzelać tyle bramek albo być człowiekiem odpowiedzialnym za wszystkie bramki.

– Miałem jeden mecz w połowie sezonu – nie pamiętam, który konkretnie – w którym nie wykorzystałem okazji już w trzeciej minucie. Potem ten mecz dla mnie już przepadł. Dla porównania – zdobyłem bramkę w półfinale Ligi Mistrzów przeciwko Realowi, którą anulowano przez mój bark. Jeszcze kilka miesięcy temu chodziłoby mi po głowie: „dlaczego, dlaczego, dlaczego” a mecz byłby już dla mnie skończony. Teraz, kiedy gram swoją grę, strzelam bramkę po 15 minutach.

– To rzecz, której się nauczyłem, i którą zachowam na następny sezon. Może powinienem po prostu odhaczyć ten miniony, a finał Ligi Mistrzów potraktować jako mecz bonusowy. To coś innego, ja cieszę się, że sezon się skończył, i że to już minęło. Wiem, co chcę poprawić w przyszłym sezonie, i co muszę robić. by być lepszym piłkarzem.

Niemiec wypowiedział się także o tym, jak Tuchel starał się mu pomagać, aby napastnik poprawił swoją skuteczność. 

– Nie pozwolił mi wykonywać dodatkowych ćwiczeń. Miałem wielu menagerów, którzy, kiedy były trudne czasy, mówili: „Chodź, poćwiczymy, abyś poczuł się lepiej”. Jest jednak też Thomas Tuchel, który mówi: „Strzelałeś całe życie. Bramki nie przychodzą, bo ćwiczysz każdego dnia, ale ze względu na spokój, czysty umysł i pewność tego, co chcesz zrobić, bo naprawdę masz instynkt strzelecki”.

– Prawdopodobnie najgorszą rzeczą jest to, że za dużo myślisz: „Dostanę teraz piłkę i chcę ją uderzyć w prawy róg bramki”. Nie, kiedy dostaniesz piłkę, uderzasz ją i już dokładnie wiesz, gdzie wyląduje. To chyba sposób, w jaki Tuchel chciał do mnie dotrzeć. Nie muszę nieustannie pracować, aby odzyskać czucie, bo instynkt wciąż działa.

– Podczas lockdownu nie byłem w domu sam, bo mieszkam z dziewczyną. Jednak byliśmy tylko w dwójkę i, oczywiście, myślisz o tym więcej. Kiedy np. wychodzisz ze znajomymi, aby coś zjeść, czujesz się inaczej, niż gdy siedzisz w domu przed telewizorem, zamawiasz jedzenie i nieustannie myślisz, bo nie masz innych rozproszeń, innych rzeczy, które mogłyby zmienić sytuację. Może lockdown jeszcze bardziej pogorszył sytuację, ale to wciąż nie może być moją wymówką.

– Dużo myślę o wymaganiach innych. O wymaganiach wewnątrz klubu, ale też tych poza nim, które były bardzo wysokie ze względu na moje wyniki strzeleckie. W zeszłym sezonie miałem także wiele asyst, ale myślę, że głównym powodem, dla którego tutaj jestem, są zdobywane przeze mnie w Lipsku bramki. 12 bramek, z czego 6 w Premier League, może być niewystarczające.

– Słyszałem, jak kibice tutaj śpiewali dla mnie piosenkę – to dodaje dużo siły. Uważam, że tego bardzo brakuje w trudnych okresach życia, kiedy nie strzelasz bramek. Wsparcie kibiców bardzo mi pomogło i dało podczas meczu pozytywnego kopa. Wydawało mi się, że łatwiej się biega, wchodzi w pojedynki, utrzymuje piłkę i znajduje się w sytuacjach strzeleckich. Oczywiście, to dodało mi siły, którą, być może, straciłem na przestrzeni ostatnich miesięcy.

Zapytano 25-latka, czy pragnie na przyszły sezon zostać w Chelsea. Jego odpowiedź była jednoznaczna. 

– Oczywiście! Patrząc na zdobyte bramki i zmarnowane okazje, to był dla mnie najgorszy sezo, jednak, koniec końców, mam udział przy 27 bramkach. Wydaje mi się, że jestem na szczycie tej klasyfikacji w naszym zespole, więc nie wszystko było złe. Nie myślę o odejściu z Chelsea w tym roku, zdecydowanie nie. Takie same plany mam na kolejny rok. Myślę, że mamy świetny zespół. Mam nadzieję, że powrócę do strzelania bramek i spełnię oczekiwania.

Nie zabrakło także wypowiedzi na temat Ligi Mistrzów. 

– To byłoby dla mnie najlepsze zakończenie sezonu. Jeżeli wygramy to trofeum, nie będzie mnie obchodziło, czy strzelę w finale bramkę. Oczywiście, chcę pomagać drużynie i jeżeli zdobędę bramkę, będę bardzo, bardzo szczęśliwy. Jeżeli to się nie uda, będę starał się dać z siebie wszystko, zanotować asystę przy bramce innego zawodnika. Ostatecznie – mamy jeden cel – chcemy wygrać finał, chcemy zdobyć ten puchar. To największe trofeum w europejskiej piłce i każdy chce je zdobyć.

– Nie chcę powiedzieć, że reszta sezonu przestałaby mieć znaczenie, ale tak, myślę, że żaden kibic nie powiedziałby już: „Ten gość miał słaby sezon”. Na koniec, powiedziałby: „Wygraliśmy Ligę Mistrzów, a to piekielnie dobry zespół”.

Źródło: The Telegraph

O autorze

Paweł Gruchalski

Fan The Office i filmografii Jordana Peele'a. Zaczynam pisać newsy, dużo podróżuję i interesuję się lingwistyką.

Related posts

Korzystanie z portalu jest całkowicie darmowe, wobec czego prosimy o to, abyś wyłączył program blokujący reklamy.

Strona dzięki czemu może się utrzymywać, a my możemy tworzyć ten portal i rozwijać się jako społeczność!

X
Chelsea24News

FREE
VIEW