Stare przepisy Tuchela, co nam teraz zgotować może?
Stare przepisy Tuchela, co nam teraz zgotować może?

Stare przepisy Tuchela, co nam teraz zgotować może?

Tomas Tuchel znany jest ze swojego nietuzinkowego nieprzywiązania do jednej taktyki. Lubi szachować przeciwników różnorodnością kombinacji swoich zespołów. Czasami zaskakiwał nawet własnych zawodników tym, co poukładał na dane spotkanie.

Jeszcze jako trener Mainz miał solidne przywiązanie do ustawienia 4-2-3-1 — nie powinno dziwić, że zespół taki jak Mainz miewał ustawienie częściej defensywne. Natomiast jeśli się przyjrzy człowiek temu, jak się przebijają inne ustawienia, to aż głowa od tego boli. W 2010 roku na przełomie marca i kwietnia Tuchel zastosował w 8 meczach 6 różnych formacji i zanotował w tym czasie pozytywny bilans, bo 4 zwycięstwa, 1 remis i 3 porażki. Warto zaznaczyć, że to był pierwszy sezon jego pracy jako trenera pierwszego zespołu Mainz. Takich wystrzałów na kilka meczy z inną taktyką było naprawdę sporo w całej przygodzie w zespole z Moguncji. Momentami można byłoby określić Tuchela jako twardego zwolennika ustawienia 4-4-2 z diamentem w środku pola, ale to też była tylko faza przejściowa,

Następnie zaczęła się jego przygoda w Dortmundzie. Tutaj sprawa wyglądała trochę łagodniej, jeśli chodzi o szaleństwo taktycznych formacji, bo przeważały dwie: 4-3-3 i 4-1-4-1. Obydwie bardzo ofensywnie usposobione, tak jak zresztą cały zespół. Właśnie w zespole Borussi możemy zauważyć coraz to częstsze wybieranie ustawienia z trójką obrońców, co zaskakuje, bo, jak wcześniej zaznaczyłem, Tuchel stawia na ofensywny spokój i jego kadra była idealna do tego. Dopiero po przyjrzeniu się bliżej tym spotkaniom można zauważyć, że nawet w systemie 3-4-3, czy 3-5-2 Tomas dalej gra ofensywną piłkę. No, chociażby jego przedostatnie spotkanie, które prowadził w Niemczech. Borussia grała z Werder Bremen. Rozstawiona przez Tuchela na 3-1-4-2 zakończyła mecz wynikiem 4:3. Z 11 zawodników na boisku to aż 6 było zawodnikami ofensywnej formacji.

Przeprowadzka do Paryża i jeszcze większa stagnacja taktyczna w wykonaniu Tuchela. Przewaga formacji 4-3-3 i 4-4-2 nad innymi jest ogromna, chociaż w pierwszym sezonie wypróbował aż 16 różnych formacji. Nie do przewidzenia było, co wymyśli trener na kolejne spotkanie. Co zadziwiające, w pierwszym sezonie najwięcej porażek zaliczył właśnie w ustawieniu z trójką obrońców. To w takiej formacji PSG straciło 5 bramek z Lille czy 3 z Manchesterem United. Przyszedł drugi i trzeci sezon wśród paryżan, nie było już wątpliwości, co Tomas chce grać. Twardo stawiał na 4-3-3 i 4-4-2. Mimo że na końcówce przygody w Paryżu ryzykował z piątką obrońców, to nie można tego uznać za przeważający schemat. To było bardziej chwytanie się brzytwy przez tonącego.

Zaczyna się jego przygoda w Londynie i zaskoczenie. Nie ma początkowej eksperymentacji ustawieniem. Jest twardo nakreślony system, którego trzyma się jak małpa drzewa. Przez wszystkie dotychczasowe spotkania raz wyszliśmy z czwórką obrońców. Od początku pobytu na Stamford Tuchel postawił na pragmatyczne rozwiązania. Na niemiłosiernie nudne, ale do bólu skuteczne ustawienie, idealnie dopasowane do zawodników, którymi dysponował. Ten właśnie pragmatyzm poskutkował awansem z dziewiątego miejsca w tabeli, które Thomas zastał po przyjeździe, na czwarte końcem sezonu. Ten właśnie średnio widowiskowy system dał zespołowi drugi tytuł Ligi Mistrzów. Ciężko nie docenić tego jak efektywnie została dobrana taktyka pod zespół. I choć naprawdę cieszę się z osiągnięć na papierze, to mam nadzieję, że koniec tego pragmatyzmu i poniżej pokażę dlaczego…

Wieje nudą i stagnacją w zespole. Brak napastnika? Kai, won do ataku! Brak trzeciego solidnego stopera? Azpi, łataj dziurę! Jak już powiedziałem, skutecznie to wychodziło, ale to się skończy. Już w ostatnich spotkaniach sezonu mogliśmy zauważyć, że przeciwnicy z jakąś już jakością boiskową potrafią sobie poradzić z tym monotonnym posiadaniem piłki i w teorii solidną defensywą.

Po samej historii prowadzenia zespołów przez Tuchela widać jeden twardy schemat. Pierwszy sezon leci pod wynik, bez stylu, bez finezji, liczą się tylko liczby i pozycja w tabeli na koniec sezonu. Na euforii poprzedniego sezonu zawsze buduje dopiero swój zespół. Tak zrobił w Paryżu, z twardy mwejściem na dwie formacje, tak było z Dortmundzie, tak będzie i u nas. Nie zakładam odejścia od trójki obrońców, bo po co? Widać, że nie potrafimy grać na dwójkę środkowych stoperów i nie ma co z tym ryzykować. Co widzę? Granie z piątką/czwórką defensywnych zawodników na boisku, więcej nie będzie potrzebne. Jak? A to jest najlepsza część.

Mamy swoją twardą trójkę w środku obrony, a niechże zostanie. Mamy solidnego bramkarza — już jest czterech zawodników. Na większe zabezpieczenie przyjdzie w razie co N’Golo Kante i tyle. Koniec. Finito z defensywą. Czwórka w środku ustawiona na stary, dobry niebieski diament. Marzy mi się zobaczyć jak Mason wraz z Kaiem latają w takim diamencie. Przed nimi cudowny, niezniszczalny, o czym przekonamy się ponownie w tym sezonie, Ruben. Za tą trójką niezłomny duet Jorgi i Kante, albo Jorgi i Kovacić. No, jest kim grać. Dziura jak w ostatnich kilku sezonach dalej jest z przodu. Niestety na dzisiaj jest tam dziura tak wielka, jakbyśmy grali bez jednego zawodnika co najmniej.

Ostatnie doniesienia transferowe pokazują, że może się udać jeszcze tego lata dobrać do sensownego napastnika, choć nie będę ukrywać, że już od połowy przygody Tuchela w Londynie czuję, że może być trudno. Przeżyjemy. Jak? Mamy w końcu Cyborga! Tak, to właśnie w skromnym Loftusie bym szukał awaryjnego remedium na nasze problemy. Nawet przy zerowej zmianie formacji i graniu na Kaia na napadzie wiem, że w tym sezonie będzie grał w tercecie z Wernerem i Rubenem. Ten ostatni jest ograny w lidze, ma solidne wykończenie, umie znaleźć się w zamieszaniu pod bramką i co najważniejsze, twardo stoi na nogach. Oczywiście to, co teraz będzie prezentował, jest tak ogromną niewiadomą, że łatwiej większości uwierzyć, że Leo Messi do nas przyjdzie, aniżeli, że Ruben znowu odpali. Wierzcie mi… ODPALI.

On zawsze odpalał. Ilekroć trener go nie chciał na początku, to zawsze się do niego przekonywał. Nie można go pomijać zbyt długo, bo jak mało kto bije na alarm boiskowy. Zaczyna jako seryjny rezerwowy i w niedługim czasie przeradza się w podstawowego zawodnika. Tak było u Sarriego, tak było u Conte. Tak będzie i teraz.

Łącząc te dwa tematy: taktyczne machloje Tuchela i powrót Rubenika do zespołu, można łatwo zauważyć powiązanie. Ruben u Tuchela będzie grał pierwsze skrzypce. Może łatać mu dziury, tam gdzie ich najwięcej. Grać jako skrzydłowy? Jasne. Napastnik? Nie ma problemu. Prawdziwy box-to-box? Powiedz tylko kiedy. Jakby nie patrzeć, wszechstronność tego zawodnika i wszechstronność samego trenera idealnie się dopasowują, bo i jeden, i drugi nie chcą się wiecznie bronić. Ruben wraz Masonem będą świadczyć usługi rozrywki na boiskach Premier League pod banderolą Chelsea jeszcze długie lata.

IN RUBEN WE TRUST!

aut. Mateusz Gutowski

O autorze

Related posts

Korzystanie z portalu jest całkowicie darmowe, wobec czego prosimy o to, abyś wyłączył program blokujący reklamy.

Strona dzięki czemu może się utrzymywać, a my możemy tworzyć ten portal i rozwijać się jako społeczność!

X
Chelsea24News

FREE
VIEW